Brytyjska inspekcja Trading Standards wykryła rtęć, ołów i metanol w podrabianych kosmetykach zajętych na terenie kraju. Fałszywe produkty do pielęgnacji i makijażu coraz częściej trafiają do sprzedaży online, a ich wygląd bywa łudząco podobny do oryginałów.
Co znaleziono w zajętych produktach
Urzędnicy przebadali próbkę 50 zatrzymanych podrabianych kosmetyków. W jednym z produktów do pielęgnacji skóry stwierdzono 13 200 części na milion rtęci. Wysokie stężenia ołowiu wykryto w szminkach, cieniach do powiek i kosmetykach do konturowania twarzy. W perfumach znaleziono nikotynę, a jedna z podrabianych wód zapachowych składała się w około 80% z metanolu, czyli toksycznego alkoholu, który może wywołać poważne zatrucie.
Rtęć pojawia się w kosmetykach do pielęgnacji coraz częściej, a wielokrotny kontakt ze skórą może uszkadzać nerki i układ nerwowy. Ołów działa na mózg, układ nerwowy i nerki, a szczególnie groźny jest dla dzieci oraz w czasie ciąży.
Dlaczego fałszywe kosmetyki są groźniejsze
Podróbki nie muszą przechodzić badań bezpieczeństwa ani podawać prawdziwego składu, więc łatwiej w nich o szkodliwe substancje. Toksykolożka Rani Ghosh zwraca uwagę, że część reakcji widać od razu, jak podrażnienie, obrzęk czy zmiany skórne, ale rtęć i ołów działają od środka i skutki mogą nie być szybko zauważalne. Według niej po opakowaniu nie da się ocenić, co jest w środku ani w jakich warunkach produkt powstał.
Z badań Trading Standards wynika, że blisko trzy czwarte osób kupujących podrabiane kosmetyki i środki higieniczne robiło to w internecie. Kosmetyki, pielęgnacja skóry i perfumy należą już do najczęściej badanych przez urząd podróbek.
Rosnąca skala problemu
Według najnowszego raportu brytyjskiego urzędu własności intelektualnej (IPO) około 20% osób w wieku 18–24 lat, które w ubiegłym roku kupowały kosmetyki, świadomie sięgnęło po podróbki. W 2023 roku było to 6%.
W lipcu policja zajęła 1666 podrabianych produktów do włosów, w tym przedłużenia, szampony i odżywki. Kolejna akcja w Bolton ujawniła w zakładzie produkcyjnym podróbki perfum, kosmetyków, odzieży i e-papierosów o wartości 2 mln funtów.
IPO rozpoczyna kampanię „Face the Fakes”, w której współpracuje z twórcami internetowymi i branżą kosmetyczną. Helen Barnham z IPO podkreśliła: „Produkty mogą wyglądać niezwykle przekonująco, ale za opakowaniem kryją się niebezpieczne substancje”.
Co to oznacza dla polskich konsumentów
Sprawa dotyczy Wielkiej Brytanii, ale mechanizm jest znany także w Polsce i całej UE: podróbki sprzedawane są głównie przez internet, często na platformach handlowych i w mediach społecznościowych. W Unii kosmetyki podlegają odrębnym przepisom, które wymagają m.in. oceny bezpieczeństwa i wskazania składu, jednak podróbki z definicji omijają te zasady.
W praktyce warto zwracać uwagę na:
- wiarygodność sprzedawcy – najlepiej kupować w sklepach producenta lub u autoryzowanych dystrybutorów,
- cenę – bardzo duża zniżka na luksusową markę powinna budzić podejrzenia,
- informacje na opakowaniu – brak pełnego składu czy danych podmiotu odpowiedzialnego to sygnał ostrzegawczy,
- niepokojące objawy – po podrażnieniu lub reakcji skóry przestań używać produktu i skonsultuj się z lekarzem.
Podejrzane produkty można zgłaszać organom nadzoru rynku, takim jak Inspekcja Handlowa. Materiał nie wskazuje, by wykryte w Wielkiej Brytanii partie trafiły do Polski, ale ostrożność przy zakupach online ma sens niezależnie od kraju.
Źródło: The Guardian – „Mercury, lead and methanol found in counterfeit beauty products seized across UK”
